Ludmiła Piasecka "52 tygodnie", 2014
To jest zdecydowanie jedna z tych książek, po które powinno się sięgnąć wtedy, gdy do naszego życia wdziera się nuda. Bezczynność. Schematyzm. Kiedy czujemy, że dalej tak się nie da. Kiedy chcemy coś zmienić nie tylko w sobie, ale i naszym otoczeniu. I zgodnie z tym, co napisane na okładce - ta książka cię bez wątpienia zainspiruje.
"Próbują wmówić ci, że szczęście jest sumą transakcji. Wszędzie ktoś próbuje ci je sprzedać. W szeleszczącym celofanie. Z dostawą do domu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. A przecież szczęście nie jest zapakowane w pudełko. Nie można go podać na tacy. Nie myśl, że na nie zasłużysz, jeśli będziesz jeszcze więcej pracować, jeszcze więcej zarabiać, jeszcze więcej się uczyć. Nikt ani nic nie zdoła ci go zagwarantować. Do szczęścia potrzebujesz jedynie swojej zgody. Tylko ty jesteś w stanie je w sobie obudzić. Nieistotne, c o robisz. Liczy się, j a k to robisz."
Odrobina szaleństwa przeplata się z obowiązkami dnia codziennego. Problemy na które nie mamy wpływu łączą się z łapaniem każdej chwili i brania z niej tego, co najlepsze. Przede wszystkim, przechodzenie z myślenia w działanie. Wiele ludzi ma z tym problem, ja również. Majka też ma. A jednak stać ją na niczym nieskrępowane wyciągnięcie ręki do bezdomnego, zmienianie świata poprzez rzeczy małe.
Ta książka to swojego rodzaju pamiętnik trzydziestoparoletniej mamy dziewięcioletnich bliźniąt, w życie której wdarła się rutyna. Puste liczby. Daje ona sobie dokładnie rok na przewartościowanie swojego życia, przewrócenie go do góry nogami i poukładanie sobie wszystkiego od nowa w głowie. Przy okazji zaraża optymizmem, kreatywnością, spontanicznością i pozytywnym nastawieniem. Sprawy codzienne "rodzinnego ludku" (bardzo mi się to wyrażenie spodobało ☺) przeplatają się z wspomnieniami z dzieciństwa, niespełnionymi marzeniami, skrytymi pragnieniami chowanymi pod pancerzem dorosłości.
Czy bylibyście w stanie ufundować bezdomnemu obiad? Albo które z Was poszłoby boso na spacer? Myślicie, że pewnie nikt bo przecież to nie jest normalne. A list? Przecież to jedna z podstawowych form komunikacji międzyludzkich. Niby takie proste i banalne, a jednak w dzisiejszym świecie coraz bardziej oryginalne. No bo kiedy ostatnio napisaliście i wysłaliście komukolwiek list? Taki prawdziwy, od serca? Nie zlepek liter zakończony emotką. List.
Po przeczytaniu tej książki wszystko wydaje się możliwe i na wyciągnięcie ręki.
Chciałam skupić się tylko na pozytywnych stronach, ale niestety moją uwagę zwróciły też rozmiary rozdziałów. Wydaje mi się, że czym bardziej przybliżamy się do końca 52-tygodniowej przygody Majki, tym są one krótsze. Bardziej zwięzłe. Ubogie w szczegóły. Dodatkowo, liczne metafory często nagromadzone w jednym zdaniu utrudniają zrozumienie sensu całej uwagi. Może być więc to dla niektórych kłopotliwe. Niemniej, książka niosąca za sobą mądrość życiową.
Na koniec dodam, że jak to z książkami bywa, nauczyłam się dwóch zwrotów. Zapiszę je tutaj, może Wam też się przydadzą ☺:
katharsis - uwolnienie od cierpienia, odreagowanie zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń
łyżka dziegciu dodana do beczki miodu - oznacza sytuację ogólnie korzystną, którą nieoczekiwanie zakłóca jakieś drobne, ale nieprzyjemne wydarzenie
Mam nadzieję, że zachęciłam wszystkich do zagłębienia tej lektury!
Czy bylibyście w stanie ufundować bezdomnemu obiad? Albo które z Was poszłoby boso na spacer? Myślicie, że pewnie nikt bo przecież to nie jest normalne. A list? Przecież to jedna z podstawowych form komunikacji międzyludzkich. Niby takie proste i banalne, a jednak w dzisiejszym świecie coraz bardziej oryginalne. No bo kiedy ostatnio napisaliście i wysłaliście komukolwiek list? Taki prawdziwy, od serca? Nie zlepek liter zakończony emotką. List.
Po przeczytaniu tej książki wszystko wydaje się możliwe i na wyciągnięcie ręki.
Chciałam skupić się tylko na pozytywnych stronach, ale niestety moją uwagę zwróciły też rozmiary rozdziałów. Wydaje mi się, że czym bardziej przybliżamy się do końca 52-tygodniowej przygody Majki, tym są one krótsze. Bardziej zwięzłe. Ubogie w szczegóły. Dodatkowo, liczne metafory często nagromadzone w jednym zdaniu utrudniają zrozumienie sensu całej uwagi. Może być więc to dla niektórych kłopotliwe. Niemniej, książka niosąca za sobą mądrość życiową.
Na koniec dodam, że jak to z książkami bywa, nauczyłam się dwóch zwrotów. Zapiszę je tutaj, może Wam też się przydadzą ☺:
katharsis - uwolnienie od cierpienia, odreagowanie zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń
łyżka dziegciu dodana do beczki miodu - oznacza sytuację ogólnie korzystną, którą nieoczekiwanie zakłóca jakieś drobne, ale nieprzyjemne wydarzenie
Mam nadzieję, że zachęciłam wszystkich do zagłębienia tej lektury!
Moja ocena: 4/5
Chcących zatrzymać na nieco swoje spotkanie z aurą towarzyszącą książce, odsyłam na blog w niej przywołany: http://historiarzeczymalych.blogspot.com/

Komentarze
Prześlij komentarz